Gimnazjaliści ratują kasztanowce 24.11.2017 03:54 (UTC)
   
 

Gimnazjaliści ratują kasztanowce

Wiedzą o drzewach niemal wszystko. Oto młodzi specjaliści z miejscowego Zespołu Szkół w Korfantowie.
Na gałęziach
Na gałęziach zawiesili pojemniki z feromonami, pień okleili lepem. Teraz czekają na wiosnę. - Jak tylko liście się zazielenią, będzie widać efekty - mówią gimnazjaliści. (fot. Klaudia Bochenek)

 
Walczymy ze szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem od trzech lat. Po takim czasie trudno nie być fachowcem - uśmiecha się Izabela Cwynar, gimnazjalistka i członek Mobilnego Koła Naukowego Zespołu Szkół w Korfantowie. - A skoro sami coś potrafimy, to grzechem byłoby nie podzielić się tą wiedzą z innymi.

Korfantowscy gimnazjaliści są jedną z dwóch młodzieżowych organizacji w kraju, która fachowo zajmuje się zwalczaniem szrotówka. Objęli opieką 30 drzew. Mają na swoim koncie pracę naukową, doświadczenia i lata walki ze szkodnikiem.

Zdają sobie jednak sprawę, że zapał i zacięcie ekologiczne nie wystarczają aby uporać się ze szrotówkiem, dlatego też dwukrotnie już wystąpili o fundusze do Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Pieniądze dostali i przeznaczyli je na zakup “broni” do walki oraz materiały dydaktyczne.

- Razem nieco ponad dwadzieścia tysięcy złotych - mówi Krystyna Yatsyga. - Kupiliśmy za to zastrzyki, taśmy z lepem, feromony. No i cały sprzęt do pokazów multimedialnych. W końcu doświadczeniem i wiedzą wypada się podzielić. Teraz gimnazjaliści zapraszani są na spotkania, wykłady i pogadanki.

- Ostatnio byliśmy w Mosznej na zaproszenie prezes stadniny koni, która chciała dowiedzieć się jak chronić swoje kasztany - opowiada Sławomir Sieniakiewicz.
Pojechali z pokazem multimedialnym i wytłumaczyli na czym rzecz polega.
- Szrotówka trzeba tępić wszystkimi możliwymi sposobami na raz - wyjaśnia Katarzyna Skrzetuska. - Inaczej drzewo zginie.

- Zastrzyki, feromony, lep i grabienie liści - wylicza Kamil Bernacki. - Dopiero po zastosowaniu wszystkich czterech metod można oczekiwać efektów.

Korfantowskie kasztanowce, które miały to szczęście i trafiły pod opiekę młodzieży mają się coraz lepiej. Już w ubiegłym roku liście były zielone i szrotówek ustępował.

- To ciężka praca, bo tak naprawdę te drzewa nigdy nie będą całkiem zdrowe - tłumaczy Dominik Socha. - Dlatego trzeba je leczyć i ciągle doglądać. Mamy nadzieję, że jak skończymy szkołę, to ktoś będzie o to dbał. Dlatego naszą pasją staramy się zarażać wszystkich wokół.

I zarażają. Do koła naukowego zgłaszają się coraz to nowi ochotnicy. Również dzięki nauczycielce biologii, Jolancie Flakowskiej od której wszystko się zaczęło.
- Młodzież złapała bakcyla i dzięki temu możemy działać - cieszy się Flakowska. - Do tego nie wystarczy chwilowe zainteresowanie. Trzeba być pasjonatem, by pomóc tym drzewom. Na szczęście moi podopieczni zdają sobie z tego sprawę i chętnie współpracują. Spotykamy się nawet podczas wakacji, kiedy innym pójście do szkoły przez myśl by nie przeszło.

O czym marzą młodzi przyrodnicy?
- Żeby za kilka lat, jak tutaj wrócimy te kasztany były przynajmniej tak piękne jak teraz - kończy Dominik Socha - Zostawiamy je więc z nadzieją, że ktoś nimi się zajmie.

Klaudia Bochenek

Artykuł pochodzi ze strony NTO

 
  MAPA STRONY
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
  PARTNERZY


Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności





  Reklama
  PROGRAMY




=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=